Każdy blog to interesujące opowieści o ciekawej treści, masz coś ciekawego dopisz się do nas.
piątek, 28 października 2022
Leśniczówka
Do lasu zabraliśmy niewielkie plecaki, w których były tylko niezbędne rzeczy. Ja
włożyłem do plecaka: bieliznę, spodnie, ciepłą bluzę, kurtkę, piżamę, mydło,
pastę i szczoteczkę do zębów, grzebień, ręcznik, latarkę, lornetkę i lupę. Mowy
nie było o radiu czy też o walkmanie. Szczerze mówiąc, nie byliśmy wcale
szczęśliwi, wyjeżdżając z domu. Jak ja tam wytrzymam aż trzy dni? – marudziła
Ala. – Na pewno zjedzą nas komary albo wilki, albo jakieś inne owady – płakała,
wsiadając do samochodu. Oj, głuptasie – pocieszała ją mama na do widzenia – nikt
cię nie zje i na pewno będzie ci się bardzo podobało. Mogę się założyć, że nie
będziecie chcieli stamtąd wracać. Jakoś nie miałem ochoty się zakładać. Ze
spuszczonymi głowami siedzieliśmy w samochodzie. Marzyliśmy tylko o tym, żeby te
trzy dni jak najszybciej minęły. Po dwóch godzinach podróży wjechaliśmy do lasu
i od tej pory jechaliśmy leśną dro- gą. Myślałem, że to nigdy się nie skończy. W
końcu zobaczyliśmy drewniany dom, otoczony ślicznym drewnianym płotem. Z komina
na dachu leciał dym, a przed domem siedział wielki pies.
Biuro nieruchomości Kocmyrzów
Dom był bardzo ładny, miał niskie okna z zielonymi okiennicami, na parapetach
stały doniczki z roślinami. Wyglądał jak domek z bajki. Na powitanie wyszli pan
Marcin (w mundurze leśniczego), jego żona – pani Marysia i ich dzieci –
siedmioletni Wojtek i pięcioletnia Natalka. Pomyślałem, że z takimi miłymi
ludźmi, na pewno spędzimy te trzy dni bardzo sympatycznie. Wojtek zaprowadził
nas do pokoju na poddaszu. - Nie bądźcie tacy przerażeni, wyluzujcie się.
Fajnie, że przyjechaliście. Po południu tata rozpali wam w piecu, żebyście nocą
nie zmarzli – powiedział Wojtek z uśmiechem na ustach. Zostawiliśmy bagaże w
pokoju, a Wojtek oprowadził nas po najbliższej okolicy. Pokazał nam swój domek
na drzewie i szałas, który sam zbudował latem. Oglądaliśmy tropy dzika i sarny.
Z podziwem słuchaliśmy Wojtka – potrafił odróżniać odgłosy wszystkich zwierząt,
wiedział, jak określać kierunki świata na podstawie wyglądu kory drzew, a także
znał zwy- czaje leśnych zwierząt. Wieczorem dowiedzieliśmy się, że o świcie
idziemy do lasu – mieliśmy podejść do miej- sca, gdzie przychodzą zwierzęta. -
Jeśli będziecie cicho, zobaczycie z bliska sarny, jelenie i dziki, a może nawet
łosia. Zwierzęta mają doskonały słuch i węch. Wejdziemy na ambonę (taki malutki
domek wysoko na drzewie). Stamtąd będziecie mogli bezpiecznie obserwować
podchodzące zwierzęta. Coraz bardziej podobało nam się w tym lesie, u pana, a
właściwie u wujka Marcina (poprosił, żebyśmy się tak do niego zwracali).
Wieczorem przynieśliśmy drewna na opał, zmyliśmy naczynia po kolacji, a potem
siedzieliśmy przy kominku i słuchaliśmy opowieści o le- sie i zwyczajach leśnych
zwierząt. Nie przypuszczaliśmy, że to będzie takie ciekawe. - Wiesz co, tatusiu,
opowieści wujka Marcina są ciekawsze niż wszystkie filmy świata – powiedziałem
do taty, kiedy całował nas na dobranoc. Zasypiając, myślałem o tym, czy uda nam
się o świcie zobaczyć zwierzęta. Trochę bałem się dzika, ale pocieszałem się, że
z tatą, wujkiem i Wojtkiem nic nie może nam się stać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz